• fabricate
    Definition: (verb) Make up something artificial or untrue. Synonyms: cook up, invent, manufacture. Usage: Did Harold really wrestle a bear, or did he fabricate the story to impress us? Discuss […]
Check how the word is used

kreatywniej poproszę

Ciekawie o kreatywności pisze Newsweek w artykule, którego tytuł można by przetłumaczyć jako “Zapomnij o burzy mózgów”.

Szczególnie ostatnią z listy porad powinni wziąć sobie do serca niektórzy ze znanych mi managerów. Pozbądź się Pudełka Pomysłów (TM) – proponując to autorzy zwracają uwagę na fakt, że formalizowanie kreatywności, wszelkie próby tworzenia procedur zwiększających ilość pomysłów może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego.

Przypominam sobie ogłoszenie w pewnym firmowym intranecie, w którym ktoś z szefów pogratulował najlepszemu zespołowi i w tym samym zdaniu zarządził żeby podzielili się swoimi pomysłami.

Według listy – każdy po trzy.

Kreatywnie* wymienię co jeszcze proponuje w tej materii Newsweek.

  • Wykorzystaj swoje pasje.
  • Czerp z innych kultur
  • Nie oglądaj za dużo telewizji.
  • Rób przerwy (np. na inne formy kreatywności)
  • Rusz się i poćwicz.

*sugestie są wystrzałowe więc będą w bulletach, a żeby było jeszcze kreatywniej to w odwrotnej kolejności niż w Newsweeku.

W skrócie, chodzi o to, że siedzenie za biurkiem raczej nie sprzyja odkrywaniu nowych rozwiązań – umysł działa lepiej kiedy rozruszasz ciało (ale to powinno być przyjemne a nie mordercze. Tlen, adrenalina, endorfiny – nie zakwasy.  Ważne też żeby się nie znudzić. Jak nie teraz, to przyjdzie później. I nie chodzi o odkładanie na jutro. Po prostu zajmij się czymś innym.

Amerykańscy nastolatkowie oglądający 3 godziny telewizji… blah… jak dla mnie to papka informacyjno-narracyjna podana w formie filmu gdzie wszystko widać i słychać więc odbiór jest zupełnie bierny po prostu musi przytępić wyobraźnię. Książka czy audiobook angażują zupełnie inaczej. A RPG jeszcze lepiej.

Jeśli na dodatek różnisz się znacznie od ludzi wokół ciebie to cokolwiek dla ciebie będzie normalne, może być zupełnie nowe i odkrywcze dla nich. A jeszcze lepiej kiedy żyjesz na pograniczu dwóch światów i widzisz jak bardzo się różnią – oryginalność masz we krwi, a jeśli jeszcze masz do tego żyłkę…

.LOG

Czasem zdarza się, że warto dokładnie śledzić co robi się w pracy. I nie mam na myśli logowania aktywności użytkownika, śledzenia kliknięć ani tysiąca innych metod podglądania pracowników.

Daily Journal / Dziennik pomaga uniknąć paskudnego uczucia kiedy po ośmiu godzinach w biurze wychodzisz i myślisz “znów nic nie zrobiłem”.

notatnik sam dodaje datęLifehacker dzieli się fantastycznym w swojej prostocie trikiem, o którym nie miałem pojęcia. Wystarczy zwykły plik tekstowy otwierany notatnikiem. W pierwszej linii – na górze pliku wpisz

.LOG

potem, każde zapisanie pliku będzie dodawało aktualną datę i czas.

Windows, a taki mądry!

Co prawda, dla bardziej wymagających i tak lepszy będzie www.yast.com nawet w ograniczonej darmowej wersji.

www.yast.com in action

Better than SITA czyli Słuchanie po angielsku

Tytuł powyżej zdradza zapewne mój niewielki entuzjazm jaki czuję do metody SITA – słuchania angielskich (i nie tylko zwrotów) w stanie głębokiej, mierzonej przez tempo oddechu, relaksacji i rozluźnienia, które sprzyjać ma zapamiętywaniu. Znacznie bardziej niż słuchanie w pół-śnie podoba mi się słuchanie aktywne – najlepiej w trakcie wykonywania innych czynności – absorbujących (jak na przykład zmywanie) ale nie wymagających pełnego skupienia (obsługa krajzegi).

Słuchanie to nie sposób na naukę – to raczej świetna metoda powtórzenia i utrwalenia słownictwa i struktur gramatycznych. Poza, jak zwykle w angielskim, kilkoma wyjątkami. Bo słuchać można nie tylko audiobooków z klasycznej czy współczesnej literatury ale i podcastów traktujących o języku, gramatyce itd.

Osobną kategorię będą stanowiły materiały audio przygotowywane z myślą o wykorzystaniu w nauce takie jak dobrze znane BBC Learning English, a jeszcze inną wersje audio poczytnych tytułów prasowych – np świetnego nie tylko dla ekonomistów The Economist.

Sam od daaawna słucham godzinnych audycji Net@Night (wcześniej Inside the Net), która jest częścią http://twit.tv/ i krótszych nagrań Grammar Girl z  http://www.quickanddirtytips.com/.

W sekcji linków po prawej przyznaję się też do Escape Pod, który nie spodoba się każdemu – jest kolekcją opowiadań science fiction, z których wiele (nie wierzę w przypadki) było w miesiąc-dwa po udostępnieniu online drukowanych po polsku w Nowej Fantastyce.

Problem z podcastami jest jeden (i tylko jeden) – wymagają dość zaawansowanego poziomu znajomości języka, ponieważ w większości nie towarzyszą im wersje tekstowe. Wyjątkiem jest Grammar Girl która bloguje o ciekawostkach gramatycznych w lekkim i przyjaznym stylu i jednocześnie nagrywa posty w wersji audio.

Ale i na to można znaleźć sposób. Większość wydawców podręczników wprowadza na rynek audiobooki specjalnie dostosowane do możliwości osób, które dopiero uczą się języka. Znane od kilkunastu lat w Polsce “readersy” – skrócone i uproszczone wersje książek z kanonu literatury anglojęzycznej teraz zyskały miano “audioreadersów”.

W cenie od kilkunastu do trzydziestu-paru złotych dostajemy książeczkę wraz z płytą cd/dvd do odtworzenia w czytniku audio, mp3 lub (niektóre wydawnictwa oferują również interaktywne gry, testy itd) komputerze.

Rzut okiem na odpowiednią kategorię w księgarni bookcity.pl ujawni, że oferta anglojęzyczna w wersji do czytania i audio liczy sobie grubo ponad 1000 tytułów. Na szczególną uwagę zasługuje propozycja wydawnictwa Heinle – seria tworzona przy współpracy z National Geographic, w której oprócz tekstu i nagrania dostajemy również wersję filmową, ale warto rozejrzeć się w poszukiwaniu interesującego tematu nie zapominając przy tym o sprawdzeniu poziomu. Większość wydawców posługuje się znaną skalą Elementary-Intermediate-Advanced lub europejską A1-C2, ale na przykład wspomniany Heinle określa poziom na podstawie ilości słów.

Niestety brak jeszcze pozycji adresowanych przede wszystkim dla osób dorosłych – znaczna większość oferty nie tylko pod względem językowym została uproszczona i dostosowana dla nastolatków i dzieci. Dlatego właśnie warto sięgać po autentyczne teksty – tu z pomocą przychodzi coraz prężniej rozwijający się w Polsce rynek anglojęzycznych audiobooków. Albo po prostu ofery firm takich jak amazon.com i ich dziecko audible.com.

Audioreaders w wersji Adama Słodowego (z angielska DIY) wygląda tak: kupujemy Kindle (albo bardziej przyziemnie, ładujemy baterię w odtwarzaczu mp3) i zamawiamy książkę w formie e-booka i audiobooka. W wersji Kindle ściągamy obie wersje na czytnik – w empetrójkowo papierowej – ściągamy audio i czekamy na kuriera – ewentualne oczekiwanie można urozmaicić sobie wycieczką do empiku (albo empik.com – będzie raczej szybciej niż przesyłka z amazon) i w zależności od stopnia zaawansowania dokupujemy polską wersję książki.  (update: zamiast Kindle’a można zaopatrzyć się już w empikowy OYO)

Uzbrojeni w słuchawki i wersję drukowaną (lub elektroniczną) zagłębiamy się w lekturę i tu znów kilka możliwych sposobów:

Jeździsz autobusem?

Czytaj i słuchaj jednocześnie – śledź tekst skupiając się przede wszystkim na nagraniu – w książce możesz zaznaczać trudne, niezrozumiałe fragmenty, do których wrócisz później ze słownikiem (albo lepiej i prościej) polską wersją książki.

Prowadzisz samochód?

Słuchaj z głośników. Za trudne? Gubisz się? Przygotuj się do słuchania – poświęć w domu nieco czasu na przejrzenie np. jednego rozdziału w książce angielskiej albo przeczytaj go z polskiej – potem słuchając będziesz już wiedzieć czego się spodziewasz.

Można też inaczej ale do tego nie wystarczy nawet Kindle – potrzebne jest… dziecko! Wybierz książkę nie dla siebie, tylko dla niego (niej), posłuchaj w wolnej chwili a potem opowiedz dziecku przed snem. Następnego dnia weź książkę i przeczytajcie tę samą historię razem – uwaga – wersja oficjalna może znacznie się różnić od tej, którą udało ci się zapamiętać pomiędzy zmianami świateł w ulicznych korkach.