Po przeprowadzce i podpięciu wszystkiego co się dało, czas na uruchomienie samby – linuxowego serwera plików. Sam z siebie nie ruszył bo zmiana dostawcy na upc to jednocześnie ograniczenie podsieci do 255.255.255.o.
Hasło roota do serwera nasza zewnętrzna firma informatyczna przysłała jeszcze tego samego dnia. W pierwszej chwili, z pewną taką nieśmiałością, najpierw powoli, jak żółw ociężale zalogowałem się na konsoli.
Później poszło już szybciej – antycznego Mandrake’a z 2005 roku widziałem po raz pierwszy w życiu. Musiałem sobie przypomnieć czasy kiedy na Redhacie (później FreeSCO) administowałem (społecznie) siecią osiedlową w Siedlcach.
To był pewnie 2000 2001 rok i początki usługi SDI w TP. Co za czasy…
Wracając do Lingwejonu – największy problem sprawiło mi niedziałające udostępnienie drukarki MK. Podejrzewałem niewiadomo co z logowaniem do domeny, okazało się że to firewall wbudowany w McAfee nie rozpoznał sobie nowej podsieci.
teraz gra
do listy obowiązków obok “administracji serwerem pocztowym” dopisuję sobie “montaż i serwisowanie sieci komputerowej” i “administrację linuxowym serwerem plików”


